Nie śpię, bo crunchuje…

Musiałem się odciąć od wszystkiego. Jak student tuż przed jutrzejszym egzaminem. Tak myślę, że cała branża stoi nadal mocno mentalnym studenciarstwem. To jest owszem codziennie kodzimy sobie systematycznie nasze systemy, gry. Nie przejmujemy się specjalnie zbliżającym się deadlinem, tylko systematyczne, po trochu, day by day przemy na przód. Stawiamy czoła mnóstwom przeciwności losu – bo a to ten kawałek okazał się trudniejszy niż się wydawało. A tutaj przy niby zwykłym kodzie, który pisaliśmy już nie raz okazuje się, ze zadziało się inaczej niż zwykle się spodziewaliśmy.

I tak to właśnie w ten sposób topnieją nasze estymacje. Miesięczny sprint zaczyna się wydłużać o tydzień, dwa.

 

Release naszej gry zbliża się wielkimi krokami. 11 marca wybija ostateczna godzina. Poniedziałek to dobry moment, aby się zastanowić, co jeszcze uda się nam zrobić do tej soboty a co nie.

 

I oczywiście nie mogło obyć się bez problemów. Najpierw chciałem zrobić build gry na Androida. Świeżo zainstalowany .apk na urządzeniu wykrzaczał się bezczelnie, jakby szczerząc zęby tym popupem, że aplikacja się scrashowała. Haha. Siedzisz, kombinujesz, zastanawiasz się, jakie wprowadziłeś ostatnio zmiany, które mogłyby by mieć z tym związek. Heh, a który by mieć nie mogły (przechodzi Ci ponuro przez myśl). Po chwili zastanowienia już wiesz. Apostrof ( ‚ ) w nazwie. Pewnie Androidek wyrośnięty z Unixów tak jak i one nie trawi tego znaku w ścieżce. No i masz. Usuwasz z nazwy, powtarzasz proceder buildu, odpalasz na urządzeniu i działa. Eh, złośliwość rzeczy martwych. Ale w sumie sam sobie zgotowałeś ten losu, w końcu to Ty zmieniłeś tą nazwę.

 

To rzecz, z którą trzeba się pogodzić w tej branży. W 99% przypadków błędy i problemy będą wynikać albo z własnej niewiedzy albo nieuwagi. Ten cały czas spędzony na biciu głową o mur monitora, toczeniu piany z ust, wiązkach niewybrednych słów rzucanych w głowie, a i niekiedy wyciekających na zewnątrz przez gardło. I zawsze jedno rozwiązanie – to Ty jesteś problemem. To uczy pokory jak nic na świecie.

 

Dobra. Buduje się. Dzielimy się z tym, co póki, co mamy z resztą teamu, żeby widzieli w jak czarnej pupencji jesteśmy. Przystępujemy potem do przejrzenia tego, co ostatnio się udało zrobić (DSM jako forma rozgrzeszenia) i sklecenia jakiś zgrubnych release notesów.

 

Tutaj sekcja, co się udało: parę ekranów gry z przyciskami, naliczanie punktacji, (nieszczęsna) zmiana nazwy, próba wrzucenia intra (która po pewnym czasie researchu okazuje się, że w tym silniku wcale nie jest taka łatwa – tylko prowadzi przez super okrężną drogę, bo trzeba to zrobić przez webview i nie przetestujesz tego jeszcze jak biały człowiek w silniku, bo działa tylko na mobilkach, uh, eh, such a pain in the ass…). Dobra, teraz todo: i tutaj następuje litania tego, czego nie mamy, a bez czego żyć nie możemy (jakby się oczywiście tylko wydawało, bo przecież jak się uprzesz to i to i tam nie jest wcale takie potrzebne – albo lepiej – damy to w DLC). Jeszcze przerzucasz to na Trello. Tam se to w tych ładnych karteczkach będzie leżeć przypisane w większości do Ciebie – w końcu tylko Ty tutaj jesteś programistą. I poukładać jej jakąś kolejnością.

 

Crunchyk <3. Need to get back to work (after work)…

Dodaj komentarz